weekend offline - czyli jak odciąć się od sieci
Balans,  Równowaga,  Spokój

Weekend offline – odetnij się od sieci

W dobie dzisiejszych czasów sporą część naszego dnia spędzamy w sieci. Nowe technologie pozwalają nam być online 24h na dobę. Budząc się, sprawdzamy telefon i wiadomości na messengerze. Zasypiając, przeglądamy nowe zdjęcia na Instagramie. A jeżeli Twoja praca zawodowa także jest związana ze spędzaniem sporej ilości czasu przy komputerze, rzadko kiedy bywamy offline. 

Bycie ciągle online bywa niesamowicie przytłaczające. Szczególnie gdy tak jak ja, również jesteście związani z marketingiem internetowym. Z przyzwyczajenia kilka razy dziennie sprawdzam skrzynkę pocztową i czuję presję, by odpisywać na maile, chociaż wystarczy, abym zrobiła to raz dziennie. Wiele osób odczuwa także swego rodzaju strach, że coś ważnego ich ominie, jeżeli nie będą na bieżąco z tym, co dzieje się w Internecie. 

Poczułam się tym wszystkim zmęczona i postawiłam przed sobą wyzwanie spędzania weekendu całkowicie offline. Wyjazd na krótki urlop nad jezioro okazał się ku temu idealną okazją. 

Weekend offline – po co?

Informując niektóre osoby o tym, że będę niedostępna przez cały weekend z uwagi na swoje małe wyzwanie, otrzymałam kilka pytań po co w ogóle to robię? Po co specjalnie chcę siebie ograniczać i odłożyć w kąt telefon? No właśnie, po co?

Aby oczyścić umysł! Nie wiedziałam, że tak bardzo potrzebuję czasu offline, póki nie nadszedł ten mój krótki urlop. Nie zdawałam sobie sprawy jak wiele myśli krąży w mojej głowie, jak wiele informacji zaprząta mój umysł, póki nie zostałam sam na sam ze sobą. Bez Internetu, bez ciągłych powiadomień messengera, Instagrama czy przychodzących maili. Pozwoliłam sobie na to, by nie musieć myśleć o niczym innym poza sobą i swoim odpoczynkiem. To było niesamowicie odświeżające!

Aby naładować baterie! Zależało mi na tym, aby porządnie wypocząć podczas tego weekendu. Z telefonem w ręce i ciągłym myśleniu o obowiązkach, które na mnie czekają – to nigdy nie byłby prawdziwy odpoczynek. 

Aby być tu i teraz! Taki weekend offline był także doskonałym treningiem uważności. Nie liczyło się dla mnie to, co dzieje się u innych, kto wrzucił nowe zdjęcie na Instagrama, kto napisał do mnie maila. Liczyło się tylko tu i teraz. Praktykowałam jogę i medytowałam na pomoście nad jeziorem, wsłuchując się w szum drzew i plusk wody. To było tak niesamowicie kojące. To było dokładnie to, czego od dawna potrzebowałam. 

weekend offline - odetnij się od sieci

Jak być offline?

Równie ważnym pytaniem obok tego po co być offline, jest jak w ogóle być offline. Dla niektórych może to wydawać się banalne, ale dla mnie, osoby spędzającej większość dnia w sieci zarówno prywatnie i rozrywkowo, jak i zawodowo, to wcale nie było takie łatwe. Zanim wyjechałam na ten weekend przez myśl przeszło mi wiele sposobów na to, jak przypadkiem nie włączyć internetu w telefonie. Obawiałam się, że zrobię to odruchowo, bo robię to kilkanaście razy dziennie. 

Jedną z tych rzeczy było usunięcie takich aplikacji jak Facebook, Instagram, Messenger czy Gmail na czas wyjazdu. Wówczas nawet włączając internet w telefonie, nie przyszłyby żadne powiadomienia ani nie kusiłoby mnie przeglądanie zdjęć czy postów, bo po prostu nie miałabym na czym 😉 

Myślałam także o tym, by w ogóle nie zabierać ze sobą telefonu. Ostatecznie uznałam, że muszę go zabrać, bo różne rzeczy mogą się zdarzyć i lepiej jednak w razie nagłych sytuacji, móc odebrać połączenie. 

Chciałam móc spokojnie odpoczywać. Bez presji z powodu czekających na mnie maili na skrzynce pocztowej. Ustawiłam zatem automatyczną odpowiedź z informacją, że przebywam na urlopie, a na wszystkie wiadomości odpowiem po powrocie. To pozwoliło mi odczuć pewną ulgę, bo wiedziałam, że nikt nie będzie miał do mnie pretensji o brak maila zwrotnego, skoro otrzymał jasną informację, kiedy się z nim skontaktuję. 

Ostatecznie dotarło do mnie, że za bardzo się chcę przygotować do jedynie weekendowego wypadu nad jezioro. Bycie offline przez kilka dni stało się tak ogromnym wyzwaniem, że myślałam, iż mnie to przerasta. Narzuciłam na siebie presję. Opamiętałam się w ostatniej chwili i pozwoliłam sytuacji popłynąć samej. Uznałam, że jeżeli odczuję nagłą potrzebę sprawdzenia powiadomień na telefonie, to po prostu to zrobię. Świat się nie zawali. Jednak docierając na miejsce, pierwsze co zrobiłam to poszłam posiedzieć nad jeziorem. I wiecie co? Patrząc na wodę i las dookoła doskonale wiedziałam, że nie wyciągnę telefonu z torebki nawet na chwilę. To była chyba ta przełomowa chwila w moim życiu, gdy uświadomiłam sobie, że potrafię przeżyć bez Internetu 😉